Kiedy mówisz „content marketingowy”, wielu ludzi widzi przed oczami agencję z laptopami, PowerPointy, tabelki, KPI i tajemnicze słowa jak lead nurturing, awareness czy retention.
A tak naprawdę content marketingowy to nic innego jak mówienie po ludzku o tym, co robisz – ale tak, żeby ludzie chcieli tego słuchać (i żeby Google też Cię polubił).
W skrócie:
Nie krzyczysz „KUP TERAZ!”, tylko mówisz: „Hej, zobacz, jak to działa i czemu warto”.
I wiesz co? Działa to lepiej niż najdroższa reklama.
Wystarczy historia, plan i cierpliwość.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wyglądał proces wdrożenia content marketingu po polsku na przykładzie sklepu ZielonyKubek z Gdańska.
- Jak treści zastąpiły reklamę i stały się najlepszym sprzedawcą w firmie.
- Dlaczego autentyczność + dostępność + SEO to święta trójca skutecznego marketingu 2025 roku.
- Jak zbudować plan publikacji 104 artykułów rocznie bez spalenia kalendarza (ani siebie).
- Jak wykorzystać LinkedIn i blog, żeby przyciągać nie tylko klientów, ale też partnerów biznesowych.
Content marketingowy po polsku – co to właściwie znaczy?
Krótko i po ludzku
„Content marketingowy” brzmi poważnie, ale chodzi o coś bardzo prostego:
to sposób komunikacji, który pomaga ludziom zrozumieć, co robisz i czemu warto Ci zaufać.
To nie jest magia. To logika + empatia.
Piszesz, nagrywasz lub publikujesz coś, co pomaga Twojemu klientowi rozwiązać problem.
Po pierwsze – nie reklamujesz – pomagasz.
Nie sprzedajesz – tłumaczysz.
Nie kombinujesz – dzielisz się wiedzą.
To jak różnica między:
„Kup nasz kubek – jest najlepszy na świecie!”
a
„Zobacz, jak wybrać kubek, żeby kawa nie smakowała jak z kaloryfera.”
Zgadnij, które przyciąga więcej ludzi?
Dlaczego po polsku?
Bo polski klient jest wyjątkowy.
Nie lubi amerykańskiego entuzjazmu na siłę, nie wierzy w slogany i czuje, gdy ktoś go próbuje „sprzedać na miękko”.
Za to docenia konkret, szczerość i lekki dystans.
Dlatego content marketing po polsku to nie kopia zachodnich wzorców.
To styl, który łączy eksperckość z ludzkim językiem – takim, który brzmi naturalnie nawet w poniedziałek o 8:00 rano.
Case study: ZielonyKubek z Gdańska – content marketingowy, który zadziałał w skali roku
Poznaj ZielonyKubek – rodzinny sklep z Gdańska, który sprzedaje eko-kubki, herbaty i akcesoria.
Brzmi uroczo, prawda? Ale przez długi czas nikt o nich nie słyszał.
Google ich nie widział, a klienci nie wiedzieli, że w ogóle istnieją.
Ich blog był pusty, Facebook martwy, a opisy produktów… cóż, delikatnie mówiąc – przypominały kartkę z magazynu hurtowego:
„Kubek ceramiczny, biały, 300 ml.”
I teraz pytanie:
Czy Ty kupiłbyś coś, co brzmi jak wynik z arkusza kalkulacyjnego?

Audyt i diagnoza – czyli „kubki piękne, opisy do poprawki”
Na początku zrobiliśmy audyt – taki przegląd techniczny, tylko zamiast hamulców sprawdzaliśmy:
- co widzi (lub raczej czego nie widzi) Google,
- czy produkty mają sensowne opisy,
- czy strona działa na czytnikach ekranowych dla osób niewidomych,
- i czy wszystko jest poprawnie spięte w Google Merchant Center (to system, dzięki któremu produkty pokazują się w zakładce „Zakupy Google” razem z ceną i zdjęciem).
Właśnie tam odkryliśmy główny problem:
kilka brakujących danych (kategoria, marka, dostępność) sprawiało, że Google… nie pokazywał ich produktów wcale.
„Czyli mieliśmy sklep, ale nikt nie widział, że coś sprzedajemy?” – spytał właściciel.
„Dokładnie. Google nie był złośliwy – po prostu ślepy bez metadanych.”
Po audycie wiedzieliśmy jedno:
ZielonyKubek ma duszę marki, ale potrzebuje języka, który zrozumieją ludzie i algorytmy.
Strategia – content marketingowy – dwa artykuły tygodniowo i kubki z charakterem
W marcu ruszył plan.
Nie robiliśmy kampanii reklamowych – tylko plan content marketingowy po polsku.
Założenia były proste:
- 2 artykuły tygodniowo przez rok (czyli 104 w 12 miesięcy),
- nowe, ciekawe opisy produktów (z humorem, emocją i dla każdego odbiorcy – także z niepełnosprawnościami),
- poprawione dane w Merchant Center,
- własne metaopisy (czyli krótkie opisy widoczne w Google),
- i porządne podpięcie narzędzi analitycznych – GA4 i GSC.
Zrobiliśmy też mini-warsztat z właścicielami.
Temat?
„Piszmy o kubkach jak o bohaterach, nie jak o towarze.”
Od tej chwili każdy kubek miał swoją osobowość.
Były więc:
- kubki „poranne optymistki”,
- kubki „dla introwertyka w biurze open space”,
- i nawet kubek „na rozmowy o życiu przy ziołowej herbacie”.
„Nie możesz się wyróżniać, jeśli brzmisz jak wszyscy.” – Bernadette Jiwa
To był punkt zwrotny.
ZielonyKubek przestał być sklepem z porcelaną.
Stał się marką, która opowiada o stylu życia, wartościach i emocjach.
A content marketingowy zrobił dokładnie to, co powinien – połączył markę z ludźmi.
Efekty po 3 miesiącach
Po pierwszym kwartale:
- ruch z Google wzrósł o 80%,
- produkty zaczęły pojawiać się w zakładce Zakupy Google,
- a pierwsze zamówienia przyszły z bloga, nie z reklamy.
Pojawiły się też wiadomości od klientów:
„Trafiłem na Wasz artykuł o kubkach bambusowych – przeczytałem i kupiłem dwa. Czemu nikt wcześniej tak nie tłumaczył różnic?”
I to właśnie jest magia content marketingu po polsku –
mówisz ludzkim językiem, a ludzie odpowiadają kliknięciem, nie scrollowaniem.
Content marketingowy vs reklama: co się naprawdę opłaca?
Krótko: reklama to sprint – szybki, drogi, kończy się po budżecie.
Content marketingowy to maraton – wolniejszy start, ale rośnie, gdy Ty śpisz (i pije się herbatę w kubku z serduszkiem).
Tabela porównawcza
| Kryterium | Content marketingowy | Reklama płatna |
|---|---|---|
| Koszt | rośnie powoli, kumuluje wartość | wysoki i stały (płacisz = jedziesz) |
| Trwałość efektów | długofalowa (biblioteka treści) | krótkotrwała (koniec budżetu = brak efektu) |
| Zaufanie (E-E-A-T) | wysokie – podpisany autor, case’y | niższe – komunikat sponsorowany |
| Wpływ na SEO | silny i trwały | pośredni/marginalny |
| Autentyczność | naturalna, ludzka | często reklamowa „maska” |
| Ryzyko | niskie (kontrola jakości) | wysokie (przepalony budżet) |
| Zwrot z inwestycji | rosnący w czasie | malejący po wyłączeniu |
Komentarz: reklama bywa świetna na szybkie akcje (np. webinar za 2 tygodnie).
Jeśli jednak budujesz markę eksperta i chcesz leady „z polecenia Google”, content wygrywa w maratonie.
Jak wykorzystać marketing treści według specjalisty ds. marketingu treści – znajdziesz tutaj.
Jak wdrożyć content marketingowy po polsku w 30 dni (Playbook)
Napisałem to tak, żeby zrozumiał ją nawet uczeń szkoły podstawowej – z przykładami, metaforami, prostym językiem i humorem.
Nie ma trudnych pojęć bez wyjaśnienia, a każdy krok ma sens „od kuchni”.

Tydzień 1: Bank 100 pytań + architektura treści
Zanim napiszesz choć jedno zdanie, musisz wiedzieć o czym warto pisać.
A najlepiej wiesz to… od swoich klientów.
Usiądź z zespołem i wypisz wszystkie pytania, które klienci naprawdę zadają.
Nie wymyślaj – posłuchaj.
Przykłady:
- „Czy kubek bambusowy można myć w zmywarce?”
- „Dlaczego herbata w metalowym kubku smakuje inaczej?”
- „Jak długo trzyma ciepło termos z bambusa?”
Zrób z tego Bank 100 pytań – lista, która będzie Twoją kopalnią tematów.
Możesz je zbierać z pięciu źródeł:
- Maili od klientów,
- Rozmów telefonicznych,
- Spotkań (czy to w sklepie, czy online),
- Komentarzy na Facebooku, Instagramie czy LinkedIn,
- Wiadomości z czatu na stronie.
Każde takie pytanie to złoto marketingowe – bo jeśli jedna osoba pyta, to sto innych też tego szuka w Google.
Z tych pytań budujesz „karty usług”
Każda karta to taka mini-strona, która mówi:
- Problem: z czym przychodzi klient?
(np. „Nie wiem, który kubek utrzyma ciepło najdłużej”). - Kroki: co robisz, żeby mu pomóc.
- Co dostaje: czyli efekt, nie opis („Poradnik + polecane modele”).
- Widełki: orientacyjna cena (żeby nie było niespodzianek).
- FAQ: 3-5 dodatkowych pytań.
- CTA: zachęta, np. „Zobacz ranking kubków termicznych”.
Z takich kart powstaną Twoje wpisy blogowe, FAQ i posty na LinkedIn.
To Twoje fundamenty treści, które później same prowadzą klienta do zakupu.
Tydzień 2: SIS – Strategia + Intake + SEO
Masz już pytania? Super. Teraz czas na plan gry.
SIS to skrót, który brzmi jak tajna misja (i trochę nią jest):
- S – Strategia – ustalasz dla kogo piszesz,
- I – Intake – zbierasz dane wejściowe o swojej firmie i klientach,
- S – SEO – czyli sprawdzasz, jak ludzie szukają takich tematów w Google.
Krok po kroku:
- Strategia: określ, kto ma czytać Twoje teksty.
Czy to pracownik HR? Szef firmy? Student? Każdy mówi trochę inaczej.
Przykład: HR doceni konkret i checklisty, a klient indywidualny – prosty język i przykłady z życia. - Intake: wypisz, co już masz – stare posty, opisy produktów, FAQ.
To Twoje „materiały budowlane”.
Często da się je odświeżyć i nie trzeba pisać wszystkiego od zera. - SEO: to nie magia, tylko „język, którym mówi Google”.
Wybieraj frazy long-tail, czyli dłuższe i bardziej naturalne.
Zamiast „kubek termiczny” – napisz:
„jaki kubek termiczny do pracy nie przecieka”
albo
„kubek bambusowy czy stalowy – co lepiej trzyma ciepło?”.
To właśnie te frazy wpisują prawdziwi ludzie – nie roboty.

Kim jesteśmy?
Twoja ekspertyza zasługuje na większą widoczność.
Jako agencja specjalizująca się w AEO i LLMO łączymy SEO, AI i storytelling, by zamienić ją w treści, które nie tylko widać w Google, ale które stają się odpowiedziami i są cytowane przez modele AI.
Pracujemy na danych, piszemy w metodologii TAYA, dopasowujemy komunikację do stylów DISC i dbamy o reputację marki w ekosystemach wyszukiwania i AI.
Efekt? Ruch, zaufanie i leady — regularnie, przewidywalnie, bez marketingowej waty.
Jakie problemy rozwiązujemy?
- Mały lub nieadekwatny ruch → audyt widoczności SEO + AEO, content oparty na intencjach i szybkie „quick wins”.
- Brak sprzedaży doradczej → struktury decyzyjne, case studies i storytelling ekspercki (TAYA), który prowadzi klienta do decyzji.
- Słabe opisy produktów → unikalne, konwertujące opisy + widoczność w Google i odpowiedziach AI (AEO + LLMO).
- Treści niezrozumiałe dla klientów → język dopasowany do stylów DISC i Analizy Transakcyjnej, klarowny UX copy i czytelna struktura odpowiedzi.
Tydzień 3: Produkcja 4 wpisów i 6 postów LinkedIn
Masz pytania i plan – czas przejść do akcji.
Ale spokojnie, nie musisz zostać pisarzem.
Najlepsi eksperci nie piszą – opowiadają.
Wystarczy, że nagrasz siebie, jak przez 10 minut tłumaczysz temat (np. na dyktafon w telefonie).
Z takiego nagrania można zrobić:
- 1 artykuł blogowy,
- 1 post na LinkedIn,
- i 1 krótką wersję do social mediów.
Pipeline, czyli taśma produkcyjna treści
Każdy tekst przechodzi przez 6 kroków:
- Pomysł (np. pytanie z Twojej listy),
- Nagranie eksperta,
- Redakcja – z Twoich słów powstaje artykuł,
- SEO – wstawienie fraz, metaopisów, linków,
- Akceptacja – sprawdzasz, czy brzmi „po Twojemu”,
- Publikacja – blog + LinkedIn.
W ten sposób w tydzień masz gotowe 4 wpisy i 6 postów.
To materiał na cały miesiąc.
A Ty? Po prostu mówisz o tym, co już wiesz.
Tydzień 4: Wdrożenie i KPI
Okej, masz treści. Czas sprawdzić, czy działają.
Bo jak powiedział Peter Drucker:
„Nie możesz zarządzać tym, czego nie mierzysz.”
Nie musisz być analitykiem.
Wystarczy prosty arkusz, np. w Excelu lub Google Sheets.
Co mierzyć:
- Wejścia z Google – ilu ludzi weszło na Twoją stronę z wyszukiwarki.
- CTR (Click-Through Rate) – czyli procent osób, które kliknęły Twój wynik.
- Czas na stronie – im dłużej ktoś czyta, tym lepiej trafiłeś w temat.
- DM po poście (LinkedIn) – ile osób napisało po publikacji.
- Konsultacje / zapisy – ilu nowych klientów dzięki treściom?
Narzędzia, które pomogą:
- GA4 (Google Analytics 4) – pokazuje ruch i źródła odwiedzin,
- GSC (Google Search Console) – pokazuje, na jakie frazy Cię widać.
Zrób prostą tabelę:
| Tydzień | Wejścia z Google | CTR | Czas na stronie | DM | Zapytania |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 120 | 1,8% | 00:42 | 1 | 0 |
| 4 | 450 | 3,2% | 01:15 | 6 | 3 |
Zobaczysz trend – a nic tak nie motywuje, jak rosnące liczby.
Pro tip na koniec:
Raz w miesiącu wybierz 1-2 starsze wpisy i odśwież je:
- dodaj nowe przykłady,
- zmień datę aktualizacji,
- dopisz sekcję „Co się zmieniło w 2025 roku”.
Google uwielbia świeże treści, a Twoi czytelnicy zobaczą, że nadążasz za zmianami.
To jak podlewanie rośliny – niby drobiazg, ale bez tego więdnie nawet najładniejszy ogród.
Więcej o tworzeniu przydatnych, rzetelnych treści z myślą o użytkownikach znajdziesz tutaj.
E-E-A-T + LinkedIn = duet, który Google naprawdę lubi
Napisałem ją prostym językiem – z humorem, przykładami i metaforami.
Każdy z czterech filarów E-E-A-T jest wyjaśniony jak rozmowa z kimś, kto dopiero zaczyna przygodę z marketingiem.

Co to za tajemnicze E-E-A-T i czemu Google tak je uwielbia?
E-E-A-T to skrót od czterech angielskich słów:
Experience, Expertise, Authoritativeness, Trustworthiness – po polsku:
Doświadczenie, Ekspertyza, Autorytet, Zaufanie.
Brzmi jak z nudnego szkolenia, ale w praktyce to bardzo prosta sprawa.
Google po prostu chce wiedzieć, czy jesteś prawdziwą osobą, która wie, o czym mówi –
czy tylko udajesz eksperta i powtarzasz cudze zdania jak papuga po YouTubie.
Jak to zrobić po polsku – krok po kroku
Nie musisz mieć profesorskiego tytułu.
Wystarczy, że pokażesz, że masz doświadczenie z życia, a nie tylko z Excela.

1. Doświadczenie
Pokaż kulisy swojej pracy.
Nie bój się zdania: „Na początku też to robiłem źle”.
Przykład:
Zamiast pisać „Optymalizujemy SEO dla e-commerce”, powiedz:
„W zeszłym roku poprawiliśmy opisy 320 produktów i dopiero wtedy Google zaczął je pokazywać w Zakupach. To była lekcja pokory i przecinków.”
Pokaż proces, a nie tylko efekt.
Google i ludzie uwielbiają historie z morałem.
2. Ekspertyza
To po prostu dowód, że wiesz, o czym mówisz.
Podpisuj swoje teksty imieniem i nazwiskiem.
Dodaj krótkie bio autora z 2-3 zdaniami:
„Anna Kowalska – specjalistka od prawa pracy, pomaga firmom uniknąć błędów w umowach od 2012 roku.”
Dodaj link do swojego profilu na LinkedIn – to jak podpis pod rysunkiem: pokazuje, że za treścią stoi człowiek, nie robot.
3. Autorytet
Nie bój się cytować innych ekspertów i podawać źródeł.
Google to lubi, bo to znaczy, że nie wymyślasz faktów, tylko bazujesz na wiedzy.
Możesz napisać:
„Według danych Google Search Central, treści z podpisanym autorem są częściej oceniane jako wiarygodne.”
albo
„Jak mówi Simon Sinek: ‘Ludzie nie kupują produktów, tylko historie, które w te produkty wierzą.’”
Autorytet buduje się też przez gościnne publikacje, udostępnienia i linki z zaufanych stron.
To trochę jak dobre recenzje – im więcej masz, tym chętniej Google Cię pokazuje.
4. Zaufanie
To najprostszy, ale najważniejszy punkt.
Zaufanie budujesz wtedy, gdy nie kombinujesz.
Czyli:
- piszesz jasno i po ludzku, bez marketingowej waty,
- pokazujesz widełki cenowe, żeby nikt nie czuł się zaskoczony,
- dbasz o dostępność – czyli np. dodajesz opisy zdjęć (tzw. alt-teksty) dla osób niewidomych,
- masz na stronie politykę prywatności i kontakt do człowieka, nie tylko formularz.
To wszystko sygnały, że jesteś prawdziwy.
I Google je widzi – dosłownie.
LinkedIn – Twoja „legitymacja eksperta”
LinkedIn to dziś nie tylko sieć zawodowa. To Google dla ludzi z imieniem i nazwiskiem. Dlatego warto tam być i publikować regularnie. Nie codziennie, nie z zegarkiem w ręku – wystarczy rytm: 2-3 posty w tygodniu.

Co publikować:
- Mini-case’y – krótkie historie, co zrobiłeś i co z tego wynikło.
- Odpowiedzi z Banku 100 pytań – np. „Najczęściej pytacie nas, jak długo kubek trzyma ciepło. Odpowiadamy!”.
- Skróty wpisów z bloga – 2 akapity + link do pełnej wersji.
Co się dzieje po kilku tygodniach?
Na początku – cisza.
Po 4-6 tygodniach – pierwsze reakcje.
Po 8-12 tygodniach – zaczynają się dziać cuda.
Wiadomości prywatne (DM) w stylu:
„Hej, czy możecie zrobić dla nas coś podobnego?”
albo
„Widziałem Wasz wpis o opisie produktów – możemy pogadać?”
To znak, że Twój content marketingowy działa.
Google widzi ruch, ludzie widzą Twój styl, a algorytmy myślą: „Okej, ten człowiek wie, co mówi”.
„Clarity trumps persuasion.” – Dr Flint McGlaughlin (MECLABS)
Tłumaczenie: „Jasność wygrywa z perswazją.”
Czyli: jeśli piszesz prosto, zrozumiale i po ludzku,
nie musisz nikogo „przekonywać”.
Twoja wiedza i styl mówią same za siebie.
FAQ – Najczęstsze pytania (konkrety, prosto i po polsku)
Tak. Reklama to megafon, content to rozmowa. Gdy budujesz bibliotekę wartościowych treści, Google zaczyna Cię polecać, a ludzie wracają, bo czują, że im pomagasz. Efekty rosną z czasem – to maraton, nie sprint – ale zasięg jest trwalszy i tańszy w utrzymaniu.
Optimum dla większości firm to 1 wpis tygodniowo + 2-3 posty na LinkedIn. Ważniejsza niż częstotliwość jest regularność i aktualizacja starszych treści. Po 6-12 tygodniach widać pierwsze wzrosty (CTR, pozycje), po 3-6 miesiącach – stabilny ruch i zapytania.
Tak, ale z redakcją człowieka. AI pomaga w szkicu, strukturze, listach. Człowiek dodaje polski idiom, kontekst kulturowy, przykłady „z życia” i weryfikuje fakty. Ustal zasady: Twój ton (Ty/Państwo), długość akapitów, przykłady branżowe, checklista E-E-A-T. To przepis na AI-ready, ale ludzkie treści.
Sprawdź: czy autor jest podpisany i ma bio? Czy są case’y, dane, cytowania? Czy język jest jasny, a treść pomaga rozwiązać realny problem? Dodaj sekcję FAQ, linki do źródeł, polityki i regulaminy. Dla wielu branż (np. prawo, finanse) to „must have”, nie „nice to have”.
Tak, szczególnie jeśli masz wąską niszę. Mniej konkurencji = szybsze wyniki na długich frazach. Jeden dobry wpis może ściągać ruch przez lata. A gdy połączysz blog z LinkedIn (skrót + link + rozmowa w DM), dostajesz tani, powtarzalny kanał pozyskania klientów.
Podsumowanie
Na początku ZielonyKubek miał trzy stare wpisy, kilka ładnych zdjęć i opisy produktów tak suche, że aż chciało się popić wodą.
Nikt nie klikał, Google ziewał, a w „Zakupach Google” – cisza jak na pustej półce.
Dwa lata później historia wyglądała inaczej.
Na blogu 156 artykułów, w Merchant Center – pełna widoczność,
a pod postami na LinkedIn ludzie pisali:
„Czytanie o kubkach jeszcze nigdy nie było tak przyjemne.”
„Kupiliśmy przez przypadek… po lekturze poradnika!”
ZielonyKubek zrozumiał coś, co dziś jest fundamentem skutecznej komunikacji:
nie musisz krzyczeć, żeby być słyszanym.
Wystarczy mówić mądrze, regularnie i z sercem.
Audyt strony i pomysł na strategię bloga firmowego w Google i AI
Bezpłatna konsultacja
Więc jeśli chcesz, żeby Twoja marka przeszła podobną drogę –
z chaosu do strategii, z ciszy do rozmów, z przypadkowych kliknięć do stałych klientów –
zróbmy to razem.
Przygotujemy dla Ciebie:
– audyt treści i profilu (żeby Google i ludzie Cię wreszcie zauważyli),
– plan 26 postów na LinkedIn (na 3 miesiące bez zastanawiania się „co dziś wrzucić”),
– kalendarz bloga na 90 dni (z gotowymi tematami i SEO planem).
Bez stresu, bez sztucznego tonu, bez „angielskich mądrości” oderwanych od polskiej rzeczywistości.
Zrobimy to po polsku i po ludzku – z humorem, empatią i konkretem.
Data publikacji: 6 stycznia 2026
Ostatnia aktualizacja: 6 stycznia 2026

Kim jestem?
Nazywam się Maciek Ziegler. Jestem inżynierem specjalistą od rozwiązań internetowych i na co dzień pomagam właścicielom małych firm uporządkować marketing i sprzedaż – tak, żeby w końcu zaczęły działać.
Nie tworzę stron, czy też treści do nich. Od tego mam świetny zespół 😉
Moja rola to znaleźć źródło problemu, zadać właściwe pytania i wskazać kierunek.
Rozmawiam z klientami, analizuję ich sytuację i łączę kropki: co działa, co nie działa i dlaczego Twoja firma nie zarabia tyle, ile mogłaby.
Wspólnie z zespołem budujemy systemy, które naprawdę wspierają sprzedaż: strony, treści, lejki, YouTube, strategia – wszystko po coś i dla kogoś.
Bez ściemy, bez lania wody, wykorzystując najnowsze narzędzia i bezpłatne rozwiązania.
Jeśli czujesz, że robisz dużo, a efekty są marne – porozmawiajmy.
📌 Znajdziesz mnie też tutaj:
➡️ LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maciejziegler/
📺 YouTube: https://www.youtube.com/@sukcesstudio


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.