Kiedy mówisz „content marketingowy”, wielu ludzi widzi przed oczami agencję z laptopami, PowerPointy, tabelki, KPI i tajemnicze słowa jak lead nurturing, awareness czy retention.
A tak naprawdę content marketingowy to nic innego jak mówienie po ludzku o tym, co robisz – ale tak, żeby ludzie chcieli tego słuchać (i żeby Google też Cię polubił).
W skrócie:
Nie krzyczysz „KUP TERAZ!”, tylko mówisz: „Hej, zobacz, jak to działa i czemu warto”.
I wiesz co? Działa to lepiej niż najdroższa reklama.
Wystarczy historia, plan i cierpliwość.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wyglądał proces wdrożenia content marketingu po polsku na przykładzie sklepu ZielonyKubek z Gdańska.
- Jak treści zastąpiły reklamę i stały się najlepszym sprzedawcą w firmie.
- Dlaczego autentyczność + dostępność + SEO to święta trójca skutecznego marketingu 2025 roku.
- Jak zbudować plan publikacji 104 artykułów rocznie bez spalenia kalendarza (ani siebie).
- Jak wykorzystać LinkedIn i blog, żeby przyciągać nie tylko klientów, ale też partnerów biznesowych.
Content marketingowy po polsku – co to właściwie znaczy?
Krótko i po ludzku
„Content marketingowy” brzmi poważnie, ale chodzi o coś bardzo prostego:
to sposób komunikacji, który pomaga ludziom zrozumieć, co robisz i czemu warto Ci zaufać.
To nie jest magia. To logika + empatia.
Piszesz, nagrywasz lub publikujesz coś, co pomaga Twojemu klientowi rozwiązać problem.
Po pierwsze – nie reklamujesz – pomagasz.
Nie sprzedajesz – tłumaczysz.
Nie kombinujesz – dzielisz się wiedzą.
To jak różnica między:
„Kup nasz kubek – jest najlepszy na świecie!”
a
„Zobacz, jak wybrać kubek, żeby kawa nie smakowała jak z kaloryfera.”
Zgadnij, które przyciąga więcej ludzi?
Dlaczego po polsku?
Bo polski klient jest wyjątkowy.
Nie lubi amerykańskiego entuzjazmu na siłę, nie wierzy w slogany i czuje, gdy ktoś go próbuje „sprzedać na miękko”.
Za to docenia konkret, szczerość i lekki dystans.
Dlatego content marketing po polsku to nie kopia zachodnich wzorców.
To styl, który łączy eksperckość z ludzkim językiem – takim, który brzmi naturalnie nawet w poniedziałek o 8:00 rano.
Case study: ZielonyKubek z Gdańska – content marketingowy, który zadziałał w skali roku
Poznaj ZielonyKubek – rodzinny sklep z Gdańska, który sprzedaje eko-kubki, herbaty i akcesoria.
Brzmi uroczo, prawda? Ale przez długi czas nikt o nich nie słyszał.
Google ich nie widział, a klienci nie wiedzieli, że w ogóle istnieją.
Ich blog był pusty, Facebook martwy, a opisy produktów… cóż, delikatnie mówiąc – przypominały kartkę z magazynu hurtowego:
„Kubek ceramiczny, biały, 300 ml.”
I teraz pytanie:
Czy Ty kupiłbyś coś, co brzmi jak wynik z arkusza kalkulacyjnego?

Audyt i diagnoza – czyli „kubki piękne, opisy do poprawki”
Na początku zrobiliśmy audyt – taki przegląd techniczny, tylko zamiast hamulców sprawdzaliśmy:
- co widzi (lub raczej czego nie widzi) Google,
- czy produkty mają sensowne opisy,
- czy strona działa na czytnikach ekranowych dla osób niewidomych,
- i czy wszystko jest poprawnie spięte w Google Merchant Center (to system, dzięki któremu produkty pokazują się w zakładce „Zakupy Google” razem z ceną i zdjęciem).
Właśnie tam odkryliśmy główny problem:
kilka brakujących danych (kategoria, marka, dostępność) sprawiało, że Google… nie pokazywał ich produktów wcale.
„Czyli mieliśmy sklep, ale nikt nie widział, że coś sprzedajemy?” – spytał właściciel.
„Dokładnie. Google nie był złośliwy – po prostu ślepy bez metadanych.”
Po audycie wiedzieliśmy jedno:
ZielonyKubek ma duszę marki, ale potrzebuje języka, który zrozumieją ludzie i algorytmy.
Strategia – content marketingowy – dwa artykuły tygodniowo i kubki z charakterem
W marcu ruszył plan.
Nie robiliśmy kampanii reklamowych – tylko plan content marketingowy po polsku.
Założenia były proste:
- 2 artykuły tygodniowo przez rok (czyli 104 w 12 miesięcy),
- nowe, ciekawe opisy produktów (z humorem, emocją i dla każdego odbiorcy – także z niepełnosprawnościami),
- poprawione dane w Merchant Center,
- własne metaopisy (czyli krótkie opisy widoczne w Google),
- i porządne podpięcie narzędzi analitycznych – GA4 i GSC.
Zrobiliśmy też mini-warsztat z właścicielami.
Temat?
„Piszmy o kubkach jak o bohaterach, nie jak o towarze.”
Od tej chwili każdy kubek miał swoją osobowość.
Były więc:
- kubki „poranne optymistki”,
- kubki „dla introwertyka w biurze open space”,
- i nawet kubek „na rozmowy o życiu przy ziołowej herbacie”.
„Nie możesz się wyróżniać, jeśli brzmisz jak wszyscy.” – Bernadette Jiwa
To był punkt zwrotny.
ZielonyKubek przestał być sklepem z porcelaną.
Stał się marką, która opowiada o stylu życia, wartościach i emocjach.
A content marketingowy zrobił dokładnie to, co powinien – połączył markę z ludźmi.
Efekty po 3 miesiącach
Po pierwszym kwartale:
- ruch z Google wzrósł o 80%,
- produkty zaczęły pojawiać się w zakładce Zakupy Google,
- a pierwsze zamówienia przyszły z bloga, nie z reklamy.
Pojawiły się też wiadomości od klientów:
„Trafiłem na Wasz artykuł o kubkach bambusowych – przeczytałem i kupiłem dwa. Czemu nikt wcześniej tak nie tłumaczył różnic?”
I to właśnie jest magia content marketingu po polsku –
mówisz ludzkim językiem, a ludzie odpowiadają kliknięciem, nie scrollowaniem.
Content marketingowy vs reklama: co się naprawdę opłaca?
Krótko: reklama to sprint – szybki, drogi, kończy się po budżecie.
Content marketingowy to maraton – wolniejszy start, ale rośnie, gdy Ty śpisz (i pije się herbatę w kubku z serduszkiem).
Tabela porównawcza
| Kryterium | Content marketingowy | Reklama płatna |
|---|---|---|
| Koszt | rośnie powoli, kumuluje wartość | wysoki i stały (płacisz = jedziesz) |
| Trwałość efektów | długofalowa (biblioteka treści) | krótkotrwała (koniec budżetu = brak efektu) |
| Zaufanie (E-E-A-T) | wysokie – podpisany autor, case’y | niższe – komunikat sponsorowany |
| Wpływ na SEO | silny i trwały | pośredni/marginalny |
| Autentyczność | naturalna, ludzka | często reklamowa „maska” |
| Ryzyko | niskie (kontrola jakości) | wysokie (przepalony budżet) |
| Zwrot z inwestycji | rosnący w czasie | malejący po wyłączeniu |
Komentarz: reklama bywa świetna na szybkie akcje (np. webinar za 2 tygodnie).
Jeśli jednak budujesz markę eksperta i chcesz leady „z polecenia Google”, content wygrywa w maratonie.
Jak wykorzystać marketing treści według specjalisty ds. marketingu treści – znajdziesz tutaj.
Jak wdrożyć content marketingowy po polsku w 30 dni (Playbook)
Napisałem to tak, żeby zrozumiał ją nawet uczeń szkoły podstawowej – z przykładami, metaforami, prostym językiem i humorem.
Nie ma trudnych pojęć bez wyjaśnienia, a każdy krok ma sens „od kuchni”.

Tydzień 1: Bank 100 pytań + architektura treści
Zanim napiszesz choć jedno zdanie, musisz wiedzieć o czym warto pisać.
A najlepiej wiesz to… od swoich klientów.
Usiądź z zespołem i wypisz wszystkie pytania, które klienci naprawdę zadają.
Nie wymyślaj – posłuchaj.
Przykłady:
- „Czy kubek bambusowy można myć w zmywarce?”
- „Dlaczego herbata w metalowym kubku smakuje inaczej?”
- „Jak długo trzyma ciepło termos z bambusa?”
Zrób z tego Bank 100 pytań – lista, która będzie Twoją kopalnią tematów.
Możesz je zbierać z pięciu źródeł:
- Maili od klientów,
- Rozmów telefonicznych,
- Spotkań (czy to w sklepie, czy online),
- Komentarzy na Facebooku, Instagramie czy LinkedIn,
- Wiadomości z czatu na stronie.
Każde takie pytanie to złoto marketingowe – bo jeśli jedna osoba pyta, to sto innych też tego szuka w Google.
Z tych pytań budujesz „karty usług”
Każda karta to taka mini-strona, która mówi:
- Problem: z czym przychodzi klient?
(np. „Nie wiem, który kubek utrzyma ciepło najdłużej”). - Kroki: co robisz, żeby mu pomóc.
- Co dostaje: czyli efekt, nie opis („Poradnik + polecane modele”).
- Widełki: orientacyjna cena (żeby nie było niespodzianek).
- FAQ: 3-5 dodatkowych pytań.
- CTA: zachęta, np. „Zobacz ranking kubków termicznych”.
Z takich kart powstaną Twoje wpisy blogowe, FAQ i posty na LinkedIn.
To Twoje fundamenty treści, które później same prowadzą klienta do zakupu.
Tydzień 2: SIS – Strategia + Intake + SEO
Masz już pytania? Super. Teraz czas na plan gry.
SIS to skrót, który brzmi jak tajna misja (i trochę nią jest):
- S – Strategia – ustalasz dla kogo piszesz,
- I – Intake – zbierasz dane wejściowe o swojej firmie i klientach,
- S – SEO – czyli sprawdzasz, jak ludzie szukają takich tematów w Google.
Krok po kroku:
- Strategia: określ, kto ma czytać Twoje teksty.
Czy to pracownik HR? Szef firmy? Student? Każdy mówi trochę inaczej.
Przykład: HR doceni konkret i checklisty, a klient indywidualny – prosty język i przykłady z życia. - Intake: wypisz, co już masz – stare posty, opisy produktów, FAQ.
To Twoje „materiały budowlane”.
Często da się je odświeżyć i nie trzeba pisać wszystkiego od zera. - SEO: to nie magia, tylko „język, którym mówi Google”.
Wybieraj frazy long-tail, czyli dłuższe i bardziej naturalne.
Zamiast „kubek termiczny” – napisz:
„jaki kubek termiczny do pracy nie przecieka”
albo
„kubek bambusowy czy stalowy – co lepiej trzyma ciepło?”.
To właśnie te frazy wpisują prawdziwi ludzie – nie roboty.

Kim jesteśmy?
Twoja ekspertyza zasługuje na większą widoczność.
Jako agencja specjalizująca się w AEO i LLMO łączymy SEO, AI i storytelling, by zamienić ją w treści, które nie tylko widać w Google, ale które stają się odpowiedziami i są cytowane przez modele AI.
Pracujemy na danych, piszemy w metodologii TAYA, dopasowujemy komunikację do stylów DISC i dbamy o reputację marki w ekosystemach wyszukiwania i AI.
Efekt? Ruch, zaufanie i leady — regularnie, przewidywalnie, bez marketingowej waty.
Jakie problemy rozwiązujemy?
- Mały lub nieadekwatny ruch → audyt widoczności SEO + AEO, content oparty na intencjach i szybkie „quick wins”.
- Brak sprzedaży doradczej → struktury decyzyjne, case studies i storytelling ekspercki (TAYA), który prowadzi klienta do decyzji.
- Słabe opisy produktów → unikalne, konwertujące opisy + widoczność w Google i odpowiedziach AI (AEO + LLMO).
- Treści niezrozumiałe dla klientów → język dopasowany do stylów DISC i Analizy Transakcyjnej, klarowny UX copy i czytelna struktura odpowiedzi.
Tydzień 3: Produkcja 4 wpisów i 6 postów LinkedIn
Masz pytania i plan – czas przejść do akcji.
Ale spokojnie, nie musisz zostać pisarzem.
Najlepsi eksperci nie piszą – opowiadają.
Wystarczy, że nagrasz siebie, jak przez 10 minut tłumaczysz temat (np. na dyktafon w telefonie).
Z takiego nagrania można zrobić:
- 1 artykuł blogowy,
- 1 post na LinkedIn,
- i 1 krótką wersję do social mediów.
Pipeline, czyli taśma produkcyjna treści
Każdy tekst przechodzi przez 6 kroków:
- Pomysł (np. pytanie z Twojej listy),
- Nagranie eksperta,
- Redakcja – z Twoich słów powstaje artykuł,
- SEO – wstawienie fraz, metaopisów, linków,
- Akceptacja – sprawdzasz, czy brzmi „po Twojemu”,
- Publikacja – blog + LinkedIn.
W ten sposób w tydzień masz gotowe 4 wpisy i 6 postów.
To materiał na cały miesiąc.
A Ty? Po prostu mówisz o tym, co już wiesz.
Tydzień 4: Wdrożenie i KPI
Okej, masz treści. Czas sprawdzić, czy działają.
Bo jak powiedział Peter Drucker:
„Nie możesz zarządzać tym, czego nie mierzysz.”
Nie musisz być analitykiem.
Wystarczy prosty arkusz, np. w Excelu lub Google Sheets.
Co mierzyć:
- Wejścia z Google – ilu ludzi weszło na Twoją stronę z wyszukiwarki.
- CTR (Click-Through Rate) – czyli procent osób, które kliknęły Twój wynik.
- Czas na stronie – im dłużej ktoś czyta, tym lepiej trafiłeś w temat.
- DM po poście (LinkedIn) – ile osób napisało po publikacji.
- Konsultacje / zapisy – ilu nowych klientów dzięki treściom?
Narzędzia, które pomogą:
- GA4 (Google Analytics 4) – pokazuje ruch i źródła odwiedzin,
- GSC (Google Search Console) – pokazuje, na jakie frazy Cię widać.
Zrób prostą tabelę:
| Tydzień | Wejścia z Google | CTR | Czas na stronie | DM | Zapytania |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 120 | 1,8% | 00:42 | 1 | 0 |
| 4 | 450 | 3,2% | 01:15 | 6 | 3 |
Zobaczysz trend – a nic tak nie motywuje, jak rosnące liczby.
Pro tip na koniec:
Raz w miesiącu wybierz 1-2 starsze wpisy i odśwież je:
- dodaj nowe przykłady,
- zmień datę aktualizacji,
- dopisz sekcję „Co się zmieniło w 2025 roku”.
Google uwielbia świeże treści, a Twoi czytelnicy zobaczą, że nadążasz za zmianami.
To jak podlewanie rośliny – niby drobiazg, ale bez tego więdnie nawet najładniejszy ogród.
Więcej o tworzeniu przydatnych, rzetelnych treści z myślą o użytkownikach znajdziesz tutaj.
E-E-A-T + LinkedIn = duet, który Google naprawdę lubi
Napisałem ją prostym językiem – z humorem, przykładami i metaforami.
Każdy z czterech filarów E-E-A-T jest wyjaśniony jak rozmowa z kimś, kto dopiero zaczyna przygodę z marketingiem.

Co to za tajemnicze E-E-A-T i czemu Google tak je uwielbia?
E-E-A-T to skrót od czterech angielskich słów:
Experience, Expertise, Authoritativeness, Trustworthiness – po polsku:
Doświadczenie, Ekspertyza, Autorytet, Zaufanie.
Brzmi jak z nudnego szkolenia, ale w praktyce to bardzo prosta sprawa.
Google po prostu chce wiedzieć, czy jesteś prawdziwą osobą, która wie, o czym mówi –
czy tylko udajesz eksperta i powtarzasz cudze zdania jak papuga po YouTubie.
Jak to zrobić po polsku – krok po kroku
Nie musisz mieć profesorskiego tytułu.
Wystarczy, że pokażesz, że masz doświadczenie z życia, a nie tylko z Excela.

1. Doświadczenie
Pokaż kulisy swojej pracy.
Nie bój się zdania: „Na początku też to robiłem źle”.
Przykład:
Zamiast pisać „Optymalizujemy SEO dla e-commerce”, powiedz:
„W zeszłym roku poprawiliśmy opisy 320 produktów i dopiero wtedy Google zaczął je pokazywać w Zakupach. To była lekcja pokory i przecinków.”
Pokaż proces, a nie tylko efekt.
Google i ludzie uwielbiają historie z morałem.
2. Ekspertyza
To po prostu dowód, że wiesz, o czym mówisz.
Podpisuj swoje teksty imieniem i nazwiskiem.
Dodaj krótkie bio autora z 2-3 zdaniami:
„Anna Kowalska – specjalistka od prawa pracy, pomaga firmom uniknąć błędów w umowach od 2012 roku.”
Dodaj link do swojego profilu na LinkedIn – to jak podpis pod rysunkiem: pokazuje, że za treścią stoi człowiek, nie robot.
3. Autorytet
Nie bój się cytować innych ekspertów i podawać źródeł.
Google to lubi, bo to znaczy, że nie wymyślasz faktów, tylko bazujesz na wiedzy.
Możesz napisać:
„Według danych Google Search Central, treści z podpisanym autorem są częściej oceniane jako wiarygodne.”
albo
„Jak mówi Simon Sinek: ‘Ludzie nie kupują produktów, tylko historie, które w te produkty wierzą.’”
Autorytet buduje się też przez gościnne publikacje, udostępnienia i linki z zaufanych stron.
To trochę jak dobre recenzje – im więcej masz, tym chętniej Google Cię pokazuje.
4. Zaufanie
To najprostszy, ale najważniejszy punkt.
Zaufanie budujesz wtedy, gdy nie kombinujesz.
Czyli:
- piszesz jasno i po ludzku, bez marketingowej waty,
- pokazujesz widełki cenowe, żeby nikt nie czuł się zaskoczony,
- dbasz o dostępność – czyli np. dodajesz opisy zdjęć (tzw. alt-teksty) dla osób niewidomych,
- masz na stronie politykę prywatności i kontakt do człowieka, nie tylko formularz.
To wszystko sygnały, że jesteś prawdziwy.
I Google je widzi – dosłownie.
LinkedIn – Twoja „legitymacja eksperta”
LinkedIn to dziś nie tylko sieć zawodowa. To Google dla ludzi z imieniem i nazwiskiem. Dlatego warto tam być i publikować regularnie. Nie codziennie, nie z zegarkiem w ręku – wystarczy rytm: 2-3 posty w tygodniu.

Co publikować:
- Mini-case’y – krótkie historie, co zrobiłeś i co z tego wynikło.
- Odpowiedzi z Banku 100 pytań – np. „Najczęściej pytacie nas, jak długo kubek trzyma ciepło. Odpowiadamy!”.
- Skróty wpisów z bloga – 2 akapity + link do pełnej wersji.
Co się dzieje po kilku tygodniach?
Na początku – cisza.
Po 4-6 tygodniach – pierwsze reakcje.
Po 8-12 tygodniach – zaczynają się dziać cuda.
Wiadomości prywatne (DM) w stylu:
„Hej, czy możecie zrobić dla nas coś podobnego?”
albo
„Widziałem Wasz wpis o opisie produktów – możemy pogadać?”
To znak, że Twój content marketingowy działa.
Google widzi ruch, ludzie widzą Twój styl, a algorytmy myślą: „Okej, ten człowiek wie, co mówi”.
„Clarity trumps persuasion.” – Dr Flint McGlaughlin (MECLABS)
Tłumaczenie: „Jasność wygrywa z perswazją.”
Czyli: jeśli piszesz prosto, zrozumiale i po ludzku,
nie musisz nikogo „przekonywać”.
Twoja wiedza i styl mówią same za siebie.
FAQ – Najczęstsze pytania (konkrety, prosto i po polsku)
Tak. Reklama to megafon, content to rozmowa. Gdy budujesz bibliotekę wartościowych treści, Google zaczyna Cię polecać, a ludzie wracają, bo czują, że im pomagasz. Efekty rosną z czasem – to maraton, nie sprint – ale zasięg jest trwalszy i tańszy w utrzymaniu.
Optimum dla większości firm to 1 wpis tygodniowo + 2-3 posty na LinkedIn. Ważniejsza niż częstotliwość jest regularność i aktualizacja starszych treści. Po 6-12 tygodniach widać pierwsze wzrosty (CTR, pozycje), po 3-6 miesiącach – stabilny ruch i zapytania.
Tak, ale z redakcją człowieka. AI pomaga w szkicu, strukturze, listach. Człowiek dodaje polski idiom, kontekst kulturowy, przykłady „z życia” i weryfikuje fakty. Ustal zasady: Twój ton (Ty/Państwo), długość akapitów, przykłady branżowe, checklista E-E-A-T. To przepis na AI-ready, ale ludzkie treści.
Sprawdź: czy autor jest podpisany i ma bio? Czy są case’y, dane, cytowania? Czy język jest jasny, a treść pomaga rozwiązać realny problem? Dodaj sekcję FAQ, linki do źródeł, polityki i regulaminy. Dla wielu branż (np. prawo, finanse) to „must have”, nie „nice to have”.
Tak, szczególnie jeśli masz wąską niszę. Mniej konkurencji = szybsze wyniki na długich frazach. Jeden dobry wpis może ściągać ruch przez lata. A gdy połączysz blog z LinkedIn (skrót + link + rozmowa w DM), dostajesz tani, powtarzalny kanał pozyskania klientów.
Podsumowanie
Na początku ZielonyKubek miał trzy stare wpisy, kilka ładnych zdjęć i opisy produktów tak suche, że aż chciało się popić wodą.
Nikt nie klikał, Google ziewał, a w „Zakupach Google” – cisza jak na pustej półce.
Dwa lata później historia wyglądała inaczej.
Na blogu 156 artykułów, w Merchant Center – pełna widoczność,
a pod postami na LinkedIn ludzie pisali:
„Czytanie o kubkach jeszcze nigdy nie było tak przyjemne.”
„Kupiliśmy przez przypadek… po lekturze poradnika!”
ZielonyKubek zrozumiał coś, co dziś jest fundamentem skutecznej komunikacji:
nie musisz krzyczeć, żeby być słyszanym.
Wystarczy mówić mądrze, regularnie i z sercem.
Audyt strony i pomysł na strategię bloga firmowego w Google i AI
Bezpłatna konsultacja
Więc jeśli chcesz, żeby Twoja marka przeszła podobną drogę –
z chaosu do strategii, z ciszy do rozmów, z przypadkowych kliknięć do stałych klientów –
zróbmy to razem.
Przygotujemy dla Ciebie:
– audyt treści i profilu (żeby Google i ludzie Cię wreszcie zauważyli),
– plan 26 postów na LinkedIn (na 3 miesiące bez zastanawiania się „co dziś wrzucić”),
– kalendarz bloga na 90 dni (z gotowymi tematami i SEO planem).
Bez stresu, bez sztucznego tonu, bez „angielskich mądrości” oderwanych od polskiej rzeczywistości.
Zrobimy to po polsku i po ludzku – z humorem, empatią i konkretem.
Data publikacji: 6 stycznia 2026
Ostatnia aktualizacja: 6 stycznia 2026

Kim jestem?
Nazywam się Maciek Ziegler. Jestem inżynierem specjalistą od rozwiązań internetowych i na co dzień pomagam właścicielom małych firm uporządkować marketing i sprzedaż – tak, żeby w końcu zaczęły działać.
Nie tworzę stron, czy też treści do nich. Od tego mam świetny zespół 😉
Moja rola to znaleźć źródło problemu, zadać właściwe pytania i wskazać kierunek.
Rozmawiam z klientami, analizuję ich sytuację i łączę kropki: co działa, co nie działa i dlaczego Twoja firma nie zarabia tyle, ile mogłaby.
Wspólnie z zespołem budujemy systemy, które naprawdę wspierają sprzedaż: strony, treści, lejki, YouTube, strategia – wszystko po coś i dla kogoś.
Bez ściemy, bez lania wody, wykorzystując najnowsze narzędzia i bezpłatne rozwiązania.
Jeśli czujesz, że robisz dużo, a efekty są marne – porozmawiajmy.
📌 Znajdziesz mnie też tutaj:
➡️ LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maciejziegler/
📺 YouTube: https://www.youtube.com/@sukcesstudio
Agencja Contentowa agencja seo agencje seo AI B2B blog blog firmowy blogowanie budowanie marki osobistej case study content marketing co oznacza EEAT E-E-A-T EEAT Google Google algorytmy hotel jak budować warsztat copywritera jak tworzyć posty na linkedin Linkedin LinkedIn marketing marka online Marka osobista marketing marketing internetowy marketing seo marketing treści opisy produktów optymalizacja seo posty posty na facebooku profesjonalna strona hotelu prowadzenie bloga prowadzenie bloga firmowego reklama SEO strategie seo strona internetowa słowa kluczowe treści treści AI treści B2B trustworthiness wiarygodność online youtube shorts


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.